Lizbona – Restauracje, które warto odwiedzić

Wąskie uliczki, żółte tramwaje czy malownicze zachody słońca rozpościerające się nad rzeką Tag pozostaną w mojej pamięci na długo. Lizbona absolutnie zachęca do spacerów, zwiedzania miasta, podziwiania absolutnie uroczej architektury i smakowania lokalnych specjałów. Przepiękne kamienice ozdobione rozwieszonym, już mniej atrakcyjnym praniem tworzą niepowtarzalny klimat. Stare okna z których wyglądają zaciekawione babcie, obserwując toczące się życie tworzą jakąś magiczną aurę tego miejsca. W Lizbonie nikt się nie spieszy, każdy ma czas na rozmowę wolno popijając kawę. Co więcej widać, że duża dawka codziennego słońca sprawia, że ludzie chodzą uśmiechnięci. Ponoć istnieją badania, które mówią o tym, że w krajach w którym występuje dużo słońca i jest dostęp do wody ludzie niechętnie pracują i są mało wydajni. Zupełnie mnie to nie dziwi.

Kocham i cenię podróże za to, że pokazują nam odmienną kulturę, zwyczaje, oczywiście architekturę i jak się możecie domyślać kuchnię. Portugalia niestety po dziś dzień pozostaje w cieniu kuchni Włoskiej, Francuskiej czy Hiszpańskiej i nie ma co się dziwić, bo według mnie rzeczywiście jest z nich najsłabsza. Niemniej jednak dostęp do świeżych ryb i owoców morza, doskonałej oliwy, pysznych wypieków, genialnych wędlin oraz aromatycznych ziół pozwala nam podczas pobytu przenieść się do świata absolutnej rozkoszy. Tradycyjne dania kuchni Portugalskiej są niestety bardzo często tłuste i ciężkie, okraszone dużą ilością sosów i wysoko kalorycznych serów. Nie da się jednak ukryć, że są smaczne, w szczególności po mocno zakrapianej alkoholem imprezie.

W tym artykule nie rozpiszę się o kulinarnej historii Portugalii, a przedstawię Wam moją subiektywną listę miejsc którą warto odwiedzić podczas pobytu. Często knajpy te mają mało wspólnego z regionalnym jedzeniem, ale są bez wątpienia warte grzechu i wydanych pieniędzy. Często niedużych 😉
Zapraszam!

1. Ramiro

Ramiro uznawane jest za najlepszą restaurację z owocami morza w Lizbonie. Poza tym, że plasuje się w ścisłej czołówce najsłynniejszych knajp Portugalii, wielokrotnie pojawiała się ona także w programach i poleceniach samego Anthonego Bourdain, a to mówi już samo za siebie. Moja recenzja jest tu praktycznie zbędna, skoro taki autorytet kulinarny zachwalał to małe i dość niepozorne z zewnątrz miejsce.

Poza absolutnie obłędnym jedzeniem, niezwykle urzekła mnie bezpretensjonalność tego lokalu. Stoliki ustawione są dość ciasno, a na stole zamiast obrusu leży biały papier, aby można było szybko po gościach sprzątnąć i zaprosić kolejnych smakoszy owoców morza. Sama knajpa nie należy do największych, co powoduje, że w środku jest dość tłoczno i hałaśliwie. Do Ramiro nie przychodzi się na romantyczną kolację ze świecami, mimo, że ceny mogłyby na to wskazywać, a żeby delektować się tym co ocean ma nam najlepszego do zaoferowania. Panuje tu dość duży harmider. Z jednej strony ktoś roztłukuje młotkiem homara, z drugiej kelner w pośpiechu przygotowuje kolejny stolik, a w międzyczasie ktoś z nad naszego ramienia dolewa nam kolejną lampkę wina. Bez wątpienia ma to swój urok i niepowtarzalny klimat niczym z filmu.

Wizytę tam zostawiłam sobie na deser naszego pobytu w Lizbonie i teraz szczerze żałuję, bo z chęcią wróciłabym tam spróbować innych pozycji z karty. Jestem więcej niż pewna, że pozostałe dania były tak samo pyszne, jak to co zamówiliśmy. Wszystko było doskonałe w swojej prostocie. Z każdym kęsem mogłam poczuć fenomenalnie przyrządzone owoce morza, których jakość i delikatny morski smak dopieszczał moje kubki smakowe. Większość dań podawana jest z przepyszną portugalską oliwą, dobrym masłem, świeżymi ziołami, pysznym winem, gruboziarnistą solą i chrupiącym pieczywem.

Skusiliśmy się na:

  • Krewetki tygrysie przekrojone na pół, zgrillowane i podane z masłem, oliwą i kawałkiem cytryny. Ich wielkość była naprawdę imponująca. W pierwszej chwili nawet zaczęłam się zastanawiać, czy kelner się nie pomylił i nie podał nam langustnek.
  • Delikatne i sprężyste krewetki pływające w łagodnej, Portugalskiej oliwie z czosnkiem.
  • Garnuszek małż w sosie na bazie masła i białego wina. Muszę przyznać, że lepszych chyba nie jadłam. Miały delikatny morski posmak, były jędrne, a świeże pieczywo zamoczone w obłędnym sosie uzależniało i ciężko było się powstrzymać przed kolejnym kawałkiem.

Jeżeli wybieracie się wieczorem konieczna jest rezerwacja stolika. My odwiedziliśmy restaurację w porze lunchu i w ciągu kilku minut kelner zaprowadził nas do stolika.

@maste_official

Ramiro to jedna z najlepszych restauracji w Lizbonie, która polecał sam Anthony Bourdain ???? #ramiro #lizbona #owocemorza #krewetki #portugalia #malze

♬ dźwięk oryginalny – Maste

2. Heim Cafe

Nie jest łatwo zaskoczyć mnie śniadaniem. Zawsze szukam miejsc, w których mogę skosztować czegoś nowego, nietypowego i przepięknie wyglądającego. Kawiarnia Heim to niepozorne i niezwykle przytulne miejsce, które z przyjemnością odwiedzałabym, gdybym mieszkała w Lizbonie. Będąc tam skusiłam się na chałkę z amarantowym hummusem z buraka, bekonem, guacamole, serem feta i jajkiem w koszulce. Śniadanie było tak dobre, że z chęcią odtworzę je w swojej kuchni. Zamówiliśmy również chrupiące chorizo z pieczonymi ziemniakami, papryką, japaleno, serem i jajkiem sadzonym. Do południa możecie również zamówić za 14 euro Brunch, który każdy komponuje pod siebie i swoje upodobania. Jeśli szukacie miejsca na pyszne i kameralne śniadanie z całego serca polecam ten lokal.

@maste_official

Jadłam obłędnego tosta francuskiego z jajkiem w koszulce, boczkiem, guacamole i hummusem z buraka ????#lizbona #sniadanie #tostfrancuski #jajko #boczek

♬ dźwięk oryginalny – Maste