Dwór Sanna – winnica i folwark na Roztoczu

Roztocze ma w sobie coś bardzo kojącego.
Taką miękkość krajobrazu, ciszę wypełnioną śpiewem ptaków, pianiem koguta i obecnością zwierząt, naturę, z którą po codziennym, szybkim życiu w mieście chcemy się na nowo połączyć i naprawdę jej doświadczyć.

To nie jest kierunek, który wybiera się przypadkiem, mam wrażenie, że do niego się po prostu dojrzewa.

W ostatnim czasie coraz częściej szukam właśnie takich miejsc. Jeżdżę po Polsce i odkrywam przestrzenie, w których można naprawdę coś poczuć, być bliżej natury, dobrze zjeść, czegoś się dowiedzieć i wejść głębiej w naszą lokalność. Coraz częściej zamiast wyjeżdżać za granicę, wybieram odkrywanie naszego, absolutnie pięknego kraju.

I właśnie tak trafiłam na Dwór Sanna.

Już od pierwszych chwil czuć, że miejsce, było najpierw czyimś marzeniem, a dopiero potem stało się hotelem.

 

Dom, który ktoś postanowił przywrócić do życia

Historia tego miejsca zaczyna się dużo wcześniej, bo w XIX wieku, kiedy powstał dwór.
Przez lata zmieniał swoje funkcje, przechodził przez różne ręce, widział więcej, niż mogłoby się wydawać.

I jak wiele takich miejsc w Polsce na pewien czas po prostu… znikał.

Aż w 2006 roku trafił w ręce rodziny, która postanowiła zrobić coś bardzo trudnego – przywrócić mu życie. Odzyskać to co już było i nadać temu nowy sens. Dziś to się czuje w każdym detalu i widać, że nic nie jest tu przypadkowe.

Miejsce, które żyje swoim rytmem

To, co najbardziej zapamiętałam, to spokój.

Owce i krowy pasące się na wzgórzach, konie biegające gdzieś w tle, cisza, wolne tempo życia, która naprawdę uspokaja nas i odprężą. Tutaj nawet kury żyją powoli, gdyż ich domem jest mobilny kurnik, który codziennie jest przestawiany, żeby kury jeść nową, świeżą trawę, a my jajka najlepszej jakości. Jajecznica w Dworze Sanna to czysty obłęd, żółciutka, kremowa, zwieńczona na górze tartym suszonym żółtkiem.

Właśnie takie rzeczy pokazują ogromną dbałość o detale oraz to, że wszystko ma tu sens. To nic innego ogromna pasja, codzienność i realne życie właścicieli.

Rodzina, która stoi za wszystkim

Dwór Sanna to miejsce rodzinne w najpiękniejszym znaczeniu tego słowa.

Mama i tata stworzyli fundament, ale to, co dziś się tu dzieje, to efekt pracy całej rodziny.
Karol odpowiada za wino i widać, że to jego świat, to on oprowadza gości po folwarku i przeprowadza degustację. 
Córka prowadzi serowarnię, w której powstają sery z mleka od zwierząt, które są tuż obok.

Kuchnia, która zostaje w pamięci na długo

I potem przychodzi moment, który wszystko domyka jedzenie.

Szefem kuchni jest Tomasz Gregorowicz. Młody, bardzo świadomy, niezwykle utalentowany człowiek.

I to jest jeden z tych momentów, który po wizycie w Dworze zostaje w Twojej pamięci na długo, bowiem jedzenie jest obłędne i to prawdziwe dzieło sztuki. Uczta dla zmysłów, pięknie podane, cudownie opowiedziane i stworzone z własnych, lokalnych produktów.

Rzadko zdarza się, żeby w hotelu jedzenie było aż tak dobre.
To jest poziom, dla którego warto zaplanować przyjazd.

Jeśli jesteś z okolic Lublina – naprawdę, przyjedź tu choćby na kolację degustacyjną.

Produkty pochodzą w dużej mierze z ich własnej farmy. Warzywa, zioła, owoce, wszystko rośnie na miejscu i zrywane jest specjalnie dla Ciebie na chwilę przed podaniem. Mięso, jaja, sery, chleby, masła, przetwory – to wszystko także ich produkty, które z dużą dozą miłości są traktowane.

Ta bliskość natury nie jest tu hasłem, ona realnie trafia na nasze talerze.

Wino jako naturalna część tej historii

Winnica jest tu naturalnym przedłużeniem całej tej historii.
Nie dodatkiem. Nie atrakcją. Tylko czymś, co od początku było jej częścią.

Rozciąga się na kilku hektarach i widać, że wszystko prowadzone jest z ogromną uważnością. Bez pośpiechu, bez masowości. Raczej z myślą o jakości i o tym, żeby każda butelka naprawdę coś opowiadała.

Wina powstają w sposób naturalny, bez zbędnej ingerencji. 
Znajdziesz tu białe szczepy jak solaris czy johanniter, są pét-naty, wina musujące robione metodą tradycyjną, są też coraz bardziej popularne wina pomarańczowe.

Ale tym, co naprawdę mnie zaskoczyło, było czerwone pinot.

W Polsce to wciąż rzadkość i nie zawsze jest łatwe do zrobienia. A tutaj jest lekkie, przyjemne, eleganckie. Takie, które nie dominuje, tylko pięknie towarzyszy jedzeniu i rozmowom. Idealne na długą kolację, kiedy nigdzie się nie spieszysz.

Warto też wiedzieć, że ich wina były wielokrotnie nagradzane – zdobywały m.in. złote medale na międzynarodowych konkursach, co robi jeszcze większe wrażenie.

Jeśli trafisz tu w odpowiednim momencie, możesz wziąć udział w winobraniu. To zupełnie inne doświadczenie zobaczyć cały proces od początku, poczuć tempo pracy, być częścią czegoś, co później trafia do kieliszka.

Są też degustacje i spacery po winnicy, podczas których Karol opowiada o szczepach, o tym jak powstaje wino, jak wygląda fermentacja, czym różni się pét-nat od klasycznego wina musującego. To miły spacer po okolicy, degustacja i luźna rozmowa, która naturalnie wciąga.

I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze, że nie siedzisz sztywno przy stole, w nadęciu, w luksusowej restauracji, w której kelner podaje Ci dania w białej rękawiczce…tylko jesteś w miejscu, w którym czujesz się niezwykle swobodnie. Gdzie jedzenie trafia na stół bez zbędnej oprawy, wino leje się do kieliszka często bezpośrednio ze stalowych tanków, jeszcze zanim na dobre trafi do butelek, a rozmowy same się przedłużają.

Siedzisz, jesz, patrzysz na przestrzeń dookoła i nie masz potrzeby, żeby gdziekolwiek się spieszyć.

I właśnie wtedy dociera do Ciebie, że polska jest piękna w każdym aspekcie.

Doświadczenie, którego nie sposób zapomnieć

Dwór Sanna to miejsce, w którym jest się obecnym i jakimś takim spokojniejszym.

Degustacja serów prosto z farmy, rozmowy z ludźmi, którzy tworzą to miejsce, odkrywanie lokalnych smaków i historii. Spacer wśród ciszy, relaks w saunie czy bani,  i nagle okazuje się, że nie trzeba nic więcej.

To chwile, które zostają w sercu, mi choć często ciężko zwolnić, od natłoku myśli, pracy, szybkiego tempa – tu się udało.

Coś, co można zabrać ze sobą

Bardzo lubię to, że kawałek tego miejsca można mieć później u siebie.

Ich sery, chleby, masło, przetwory i wina są dostępne online.
Jeśli nie możecie się tam wybrać, przenieście się w to miejsce choćby w ten sposób.
Szczególnie polecam dojrzewające sery, ich domowe masło, olej chilli, napary – przywiozłam ich chyba z pięć, pachną niesamowicie! No oczywiście wina, ale o tym rozpisywać się już chyba nie muszę 😉

I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi

To miejsce, w którym można poczuć naszą polskość, naszą lokalność, nasze dziedzictwo – smakując sery prosto z farmy, próbując wina z naturalnej produkcji, rozmawiając z ludźmi, którzy tworzą to miejsce z pasją.

I właśnie w tym wszystkim tkwi magia tego miejsca – autentyczność, spokój i prawdziwa radość z prostych rzeczy.
Cieszę się, że takie miejsca powstają w Polsce.

Jeśli chcesz odwiedzić Dwór Sanna lub dowiedzieć się więcej poniżej podsyłam Ci linka:

https://www.dworsanna.pl/

Szczerze Polecam, 
Wasza Marcysia! 

Polecane produkty